Ekstremalne przywództwo Elitarne taktyki Navy SEALs w zarządzaniu - J. Willick
Pierwszy talerzyk przed nami. Książki zaczerpnięte z konceptu dzielenia się jedzeniem tutaj będą to pozycje pożyczone. Ten talerzyk wpadł do mnie wiosną tego roku. Przejrzałam wstęp, pokiwałam głową, odłożyłam. Minęło kilka miesięcy, a w aplikacji BookBeat trafiłam na audiobook po angielsku i słuchałam w drodze do pracy. Tak upłynęło mi lato.Idea opiera się na radykalnym podejściu brania pełnej odpowiedzialności za wyniki z wyraźnym przesunięciem czynników zewnętrznych, które mogłyby mieć na nie wpływ, na dalszy plan. Radykalizm takiego podejścia jest sprowadzony do wytrychu, w którym słusznym wyjściem jest jedynie podzielenie funkcjonowania zespołu na zwycięski lub przegrany. Nie ma nic pomiędzy. Pół-środki i szare strefy wymiotło ze słownika pojęść Willinka i Babina. I właśnie w tym braku elastyczności upatruję największej słabości tej doktryny. Z łatwością można przejść od heurystyk wspomagających lidera do skrajności, z której ciężko się wykaraskać. Miarą jakości zespołu staje się sprawczość jego menadżera.
Książka oparta jest na schemacie anegdota z lat w wojsku dająca tło do wprowadzenia zasady, wyjaśnienie zasady i tego jak łączy się z historią, a na końcu pada przykład biznesowy. Niestety jest to case study, a nie przegląd z wyników badań, które mogłyby legitymizować zasadność głoszonych tez. Zero-jedynkowość sprawia, że niemożliwe jest skuteczne przełożenie tych zasad na szerszy zbiór przypadków. Zarządzanie projektu to nie przeprowadzanie operacji zbrojnej w Iraku, przekładanie przykładów z kontekstu, w którym ważą się losy potężnych układów sił i życia cywilów, na problemy warstwy kierowniczej w przedsiębiorstwach jest karykaturalne i absurdalne. Momentami staje się to nawet niesmaczne. Nie da się tego brać na poważnie. Szczególnie krzywdzący jest sposób odnoszenia się do przeciwnika i stawianie wszystkiego z perspektywy USA, bez nadmiernej refleksji i zdystansowania się do głoszonych haseł.
Zasady Extreme Ownership powodują budowanie jakości zespołu na podstawie tego, jak dobry jest jego lider. Dobry lider z kolei jest definiowany jako jednostka, która znajduje się w centrum całej operacji, do stopnia, w którym bez niego wszystko może lec w gruzach. Z jednej strony lider może dać się zgnieść wizją brania całkowitej odpowiedzialności za rezultaty, a z drugiej mimo wszystko karmiony jest ideą, że pępkiem projektowego świata. Mimo wszystko powinien jednak znaleźć w sobie siłę na decentralizację w podejmowaniu decyzji i pozwolenie zespołowi na bycie autonomicznym. Autorzy przestrzegają przez wyhodowaniem sobie nadmiernego ego, ale cóż to, jeżeli jest to tylko cegiełka w doktrynie, a nie jej fundament.
W firmach na co dzień zachodzi zbyt wiele różnorakich czynników, które mają miejsce niezależnie od pojedynczego lidera. Nakarmiony takimi hasłami wojownik w walce o brzemię odpowiedzialności może się spektakularnie wypalić, bo problemy projektowe balansują na granicy odniesienia personalnej porażki a błędów systemowych, które należałoby naprawić.
Jeśli zdystansujemy się od tego, na jakim płótnie maluje się nam te zasady, to Extreme Ownership mogą być uznane za łatwe w przyswojeniu, praktyczne wskazówki, dla kogoś, kto potrzebuje osadzić się w ramach jakiegoś sposobu zarządzania. Traktowane z przymrużeniem oka są intuicyjne i podejście "biorę odpowiedzialność za to na co mam wpływ" jest jedną z takich zasad, które warto sobie jak najwcześniej przyswoić. Podobno w kolejnej książce, autorzy ułagadzają swoją doktrynę, ale póki nie pojawi się ona na moim stole jako dodatkowy talerzyk, nie będę po nią sięgać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz